5 lutego 2016

Przesyłka z Douglas + moja kolekcja szminek


Hej, hej! Jak tam piątek? Ja jestem zmęczona po całym tygodniu w szkole, ale z wielką chęcią usiadłam, by coś dla Was napisać!

Niedawno przyszła do mnie paczka z perfumerii Douglas. Nie będę się tutaj rozpisywać na temat samej firmy - każdy zna Douglasa i wie, że to bardzo porządna perfumeria dysponująca świetnymi produktami.


Metaliczne tatuaże - teraz raczej się nie przydadzą, ale do lata zostało... niecałe 5 miesięcy! (jesteście tego świadomi?)! Tatuaże miałam w zeszłym roku. Pięknie wyglądają na opalonej skórze i mienią się w słońcu.


Perfumy One Direction Our Moment. Nie mam nic wspólnego z tym zespołem, ale perfumy za to są piękne! Słodki, a zarazem delikatny zapach. I do tego bardzo ładny flakonik. Aż szkoda używać. :)



Miałam już jedną czerwoną pomadkę EOS, a teraz posiadam już trzy! Tym razem różowai miętowa. Pierwsza jest teoretycznie zapachem truskawki, ale mi przypomina gumę Hubba Bubba w taśmie - smak dzieciństwa. Druga zaś jest po prostu miętowa. Jednakże różowa jest moim ulubieńcem!


~ * ~

Po poście z lakierami do paznokci prosiliście, abym przedstawiła szminki i błyszczyki, a więc oto moja kolekcja.

Golden Rose Velvet Matte - ostatnimi czasy bardzo popularne. Kosztują około 10 zł, ale kolor co jeden to piękniejszy. Ja mam 20 oraz 09. Bordową maluję usta na imprezy lub do zdjęć, a tę drugą można spokojnie wykorzystywać na co dzień. 


Maybelline - niegdyś rozchwytywane Baby Lips są dla mnie niewypałem. Moim zdaniem w ogóle nie nawilżają oraz odcienie dziwnie prezentują się na ustach. Nie wiem na co one czekają w mojej szufladzie...


Rimmel. Pierwsza to czerwona z kolekcji Kate Moss, kolor 10. Nie przypadła mi do gustu, kolor jest zbyt agresywny jak dla mojej cery. Druga jest fajna - delikatna, cielista (kolor 700). Trzecia ma bardzo ciekawy kolor, nie jestem w stanie określić, jaki to jest, ale bardzo ładnie się prezentuje (pod warunkiem, że nie nałożę zbyt grubej warstwy; kolor 206). 


Astor - przepiękny odcień różu (kolor 101). Lubię też zapach tej szminki, jest bardzo przyjemny. Manhattan - kolor podobny do tej z Astora (57D), ale tutaj z kolei nie cierpię zapachu, jest duszący jak dla mnie. Ostatnia z Revlon - kolejny odcień beżu, tym razem z delikatnie świecącymi drobinkami.


Tutaj mamy coś z tańszych produktów - My Secret oraz Wibo. Nie są wcale takie złe - szczególnie ta z Wibo nadaje fajny kolor i do tego nawilża.


Nivea, Carmex oraz EOS - moje trzy niezbędniki co do nawilżania. Numerem jeden jest jednak Carmex - rozgrzewa wargi i powoduje, że popękane usta szybko się regenerują.


Tutaj już jakieś pojedyncze, odkopane głęboko sztuki. Używam ich bardzo rzadko, ale szkoda wyrzucać...


Używałyście którychś z przedstawionych produktów?

1 lutego 2016

Jak zmotywować się do nauki?


Wiele razy pytacie mnie, jak godzę ze sobą naukę, blog i inne zajęcia. Często skarżycie się, że brak Wam motywacji. Przychodzę więc z pomocą i stworzyłam listę porad, jak przekonać się do tego najbardziej nudnego na świecie zajęcia - nauki. A gdy ona wyjdzie Wam efektownie, to będziecie mieć jeszcze ochotę i siły na rozwijanie pasji.

Uczyń naukę kreatywną
Niech nauka nie polega tylko na wkuwaniu nudnych regułek. Spróbuj ją trochę urozmaicić. Twórz mapy myśli, wymyślaj rymowanki z trudnymi słowami, rysuj lub rozmawiaj ze znajomymi. Wymiana myśli dotyczących uczącego się materiału jest bardzo interesująca i przyśpiesza proces nauki.

na sobie mam sweterek (link) z Newdress oraz kołnierzyk (link) z Dresslink

Niech telefon cię nie pochłania
Na czas nauki wyłącz telefon, komputer (chyba, że nauka wiąże się właśnie z nim; chodzi mi bardziej o social media, to one zabierają najwięcej czasu). Możesz za pomocą specjalnych aplikacji zablokować urządzenia na określony czas. 


Nie ucz się na łóżku
Błąd, który często popełniam. Tam jest wygodnie, ciepło... i idealnie, żeby spać! Nie raz okazało się, że zasnęłam przy książkach. Dlatego w miarę możliwości najlepiej jest uczyć się na siedząco.


Zrób sobie klimat
Naukę umila miła atmosfera. Ciepła herbata, świeczki i przede wszystkim porządek... od razu można siadać do książek! 


Stwórz plan
Wyraźnie rozpisana lista tego, co musimy zrobić, pozwala panować nad sytuacją. Na końcu spisu zanotuj bardziej przyjemne zajęcia, np. słuchanie muzyki, rysowanie. Dzięki temu wiesz, co musisz zrobić i co czeka Cię na końcu. To świetna motywacja, bo widząc tak przyjemne zajęcia, które wykonasz po nauce, dostajesz skrzydeł i siadasz do nauki, by szybko ją skończyć.


Po jednym miłym wyzwaniu w tygodniu
Na każdy tydzień w grafik wpisz jakąś swoją pasję. Dzięki temu będziesz mógł je regularnie rozwijać.


Nagradzaj siebie
Po każdym dobrze wykonanym zadaniu daj sobie nagrodę. Zjedz coś dobrego lub po prostu zrób coś, co sprawia Ci przyjemność. Koniecznie jednak odejdź od biurka!


W grupie raźniej
Ucz się z kimś. Milej uczyć się z myślą, że nie jesteśmy w tym sami. Dodatkowo możecie się nawzajem sprawdzać i wspierać.


Monitoruj postępy
Nic tak nie motywuje, jak fakt, że zrobiliśmy krok do przodu. Codziennie zapisuj w kalendarzu, co udało Ci się dzisiaj osiągnąć. Czytaj to w chwilach braku motywacji.


Spróbuj dostrzec szczyt
Znajdź pozytywne strony nauki: satysfakcja gdy osiągniesz cel, wiedza, lepsza przyszłość...


Cytaty
Znajdź sobie jakiś motywujący cytat i zapisz w widocznym miejscu w swoim pokoju.


Nie stawiaj sobie zbyt wygórowanych celów
Bycie perfekcjonistą nie jest zaletą (wiem coś o tym). Nie stawiaj sobie celów niemożliwych do spełnienia. Staraj się, ale nie irytuj się z powodu każdego najmniejszego błędu, szczegółu.


Zmotywowani? Więc ruszajcie spełniać swoje cele!

28 stycznia 2016

Moje lakiery do paznokci oraz ich organizacja


Od czasu, kiedy oduczyłam się obgryzać paznokcie (tak, jest mi za to wstyd), zaczęłam kupować lakiery. Wiecie, kilka kolorków, żeby mieć czym pomalować. Oo, przecena! Oo, dziękuję za piękny prezent, lakiery są śliczne!
Niedawno dostałam od siostry świetny organizer na kosmetyki. Może się obracać i ma mnóstwo różnych przegródek (jeszcze wszystkich nie zapełniłam). Postanowiłam u góry poukładać kolorystycznie lakiery do paznokci, a na dole szminki. Dopiero teraz zauważyłam, ile przez pół roku nazbierało mi się lakierów! Dlatego postanowiłam pokazać Wam wszystkie. Coś odradzić, coś polecić. Może post się komuś przyda. Zapraszam do lektury.

Tak wygląda właśnie mój stojak. Jest bardzo funkcjonalny i stanowi też fajną galerię kosmetyków.


Układając lakiery według kolorów, łatwiej jest znaleźć odpowiednią barwę i po prostu ładnie się to prezentuje.






Wibo są jak dla mnie przeciętne, ale te piaskowe przebijają wszystko! Niestety szybko się ścierają i wszystko się do nich przykleja, ale efekt tuż po pomalowaniu jest nieziemski. Polecam kupić sobie chociaż jeden na próbę.


Lakiery z serii Lovely w miarę mi służą i są niedrogie. Najbardziej podobają mi się te z kolekcji Nude. Jest wiele odcieni beżu: ciepłe, zimne, wedle życzenia.


Tutaj widać największą różnorodność kolorów. Faktycznie, lakiery z Miss Sporty mają dużo fajnych barw. Jednak bardzo szybko wysychają (chodzi mi o wysychanie już w buteleczce) i robi się takie jakby rozwarstwienie widoczne na poniższych zdjęciach. Dlatego wolę dopłacić i mieć coś lepszego, sama nie wiem czemu kupiłam aż tyle tych odcieni.

kolory: 002, 110, 150, 010, 080, 520, 150, 541
Eveline to dobra firma i nigdy nie mogłam nic zarzucić tym lakierom. Mają bardzo fajne odżywki, lakiery szybko schną.

kolory: 463, 809, brak, 512
Ingrid - mój numer jeden! Mimo małej różnorodności, przepiękne i niepowtarzalne kolory oraz wysoka trwałość - trzymają się nawet dwa tygodnie bez odprysków. Kupiłam je w Hebe - około 6 zł za sztukę, a przy zakupie dwóch trzeci był za grosz. Naprawdę warto, polecam!

kolory: 76, 520, 527
Teraz przejdę do lakierów których mam po jednej sztuce z każdej firmy. 
Sally Hansen i Essie - nie należą do najtańszych, ale płacimy oczywiście za jakość. Essie - nigdzie nie widziałam piękniejszych kolorów. Bardzo żywe oraz pastelowe - idealne dla mnie.

kolory: 490, 1015
Manhattan i Maybelline - są dobre, ale nie urzekły mnie jakoś specjalnie. Te dwa poniższe to moje próby znalezienia lakieru miętowego - zawsze okazuje się, że kupuję coś bardziej wpadającego w błękit. Znacie jakiś lakier, który jest prawdziwie miętowy? Poszukuję.

kolory: 03E, 615
Essence - nie wiem, co mogę o nich powiedzieć. Mam tylko jeden lakier z tej serii i nie dostrzegłam w nim nic szczególnego.
Astor - znakomite krycie już po pierwszej warstwie.
Golden Rose - uwielbiam wszystko tej firmy, zarówno szminki jak i lakiery. Ten srebrny ma przepiękny odcień i naprawdę ładnie prezentuje się na paznokciach.

kolory: 03, 204, 136
Powłoka matująca z Avon jest w porządku, tylko niepotrzebnie daje lekko brokatową poświatę. Psuje to efekt szczególnie na czerni, bo zmienia wtedy kolor na fioletowy.
Odżywka z Hean - bardzo wydajna. Używam jako zwykły bezbarwny lakier.


Tutaj mamy jakieś słabe no name'y, których nie używałam bardzo długo i nie wiem, w jakim celu je jeszcze trzymam. Oprócz lakieru z FM - jest hm... po prostu przeciętny.


Ostatnio zaopatrzyłam się w sporo naklejek i przyznam, że bardzo się z nimi polubiłam. Naklejam je i zamalowuję bezbarwnym lakierem.
Naklejki kupiłam tutaj.




Te naklejki z kolei umieszczamy już na całym paznokciu. Jeszcze ich nie używałam, ale nie mogę doczekać się efektu. Wzory są bardzo interesujące. Te i poprzednie kupiłam na stronie Dresslink (link).


Tak prezentują się moje paznokcie w ulubionym, jak dotąd, zestawieniu: beżowo - różowe i pokryte matową warstwą. Wiem, że nie jest idealnie, ale dopiero zaczynam odbudowywać swoje paznokcie.


A co Wy polecacie z produktów do paznokci?

25 stycznia 2016

Video: DIY Girls Party Ideas


Rozkręcam się na tym YouTubie. Przedstawiam Wam nowy film! Jeden z niewielu bardziej aktywnych na moim kanale, czyli coś się dzieje, a nie tylko siedzę i mówię do kamery. Prosiliście o DIY, a więc macie, i to w formie video! Zapraszam do oglądania.


Linki do rzeczy z filmu:



Ktoś prosił wczoraj na chacie, bym pokazała sukienkę, która ostatnio przyszła do mnie z Sammydress. Planuję ją sprzedać, więc chętnych proszę o kontakt.
Znajdziecie ją tutaj.


21 stycznia 2016

Piszesz bloga? Przecież ty nic w życiu nie robisz

Dzisiejszy post z przemyśleniami o czymś, czego zupełnie nie potrafię zrozumieć. Kiedyś rozmawialiśmy ze znajomymi o spotkaniu. Ja odparłam, że nie mam czasu. W odpowiedzi usłyszałam: Jak to możesz nie mieć czasu? Przecież ty nic w życiu nie robisz, tylko piszesz bloga. Podobno było to powiedziane żartobliwie, ale i tak od razu we mnie zawrzało. Często bardzo się irytuję, gdy ktoś mówi coś, czemu jestem w stu procentach przeciwna.

Być może zrozumieją mnie tylko osoby, które same prowadzą bloga. Czytelnik wchodzi na pięknie ozdobioną stronę, widzi kilka tekstów z kolorowymi zdjęciami i tyle. Tak jak z obrazem. Malarz tworzy coś kilka lat w pocie czoła, zarywa noce, a ostatecznie odbiorca widzi tylko połać płótna pokrytą jakimiś plamami. 

Bloger to też artysta.

Pytacie często, ile zajmuje mi napisanie posta. Notki nie wystarczy napisać. Bardziej pasuje tu słowo stworzyć. Otóż etapów stworzenia wpisu jest wiele.
Najpierw trzeba wpaść na pomysł. Wbrew pozorom jest to najbardziej decydujący krok. Czasem wymyślam coś w drodze do szkoły, niekiedy coś mi się przyśni, a w dużej ilości przypadków po prostu czytam Wasze komentarze, by zorientować się, o czym chcecie czytać, przeglądam inne blogi czy inspirujące strony.
Później, w zależności od rodzaju notki, albo robię zdjęcia i je obrabiam, albo piszę. Obie te czynności wahają się między dwiema godzinami a kilkoma dniami. To naprawdę różny czas, bo zależy od mojego natchnienia i tematu, jaki wybrałam. Tutaj w grę wchodzą znów inspiracje, próba doskonalenia się w kwestii przeróbki zdjęć i ujęcia wszystkiego w słowa tak, by przekazać Wam wszystko, o czym myślę, i jednocześnie przykuć uwagę.

Możecie powiedzieć, że wyolbrzymiam, bo nie jestem nie wiadomo jak profesjonalną blogerką, ale staram się na tyle, że zajmuje mi to naprawdę wiele czasu. Wiąże się to z wieloma wyrzeczeniami, ale także samorozwojem. Dzięki mojej stronie odkryłam w sobie wiele pasji i poprzez bloga rozumiem już nie tylko publikowanie tekstów, ale też wykonywanie DIY, nagrywanie filmów czy pozowanie do zdjęć (nie chcę Was zamęczać, bo lista jest dłuższa). Gdyby nie blog, miałabym ogrom czasu do wykorzystania i boję się, że zmarnowałabym te ostatnie trzy lata. A więc, jeśli ktoś spyta mnie, czy żałuję założenia bloga, ja odpowiadam: oczywiście, że nie. I to wcale nie jest nicnierobienie, a właśnie robienie bardzo wiele. Samorealizacja i spełnianie marzeń ponad wszystko.


Dzisiejsze zdjęcia trwały 10 minut, bo niefajnie jest tak wyginać się przed aparatem przy kilku stopniach na minusie. Mobilizacja była jednak tak duża, że jestem zadowolona z efektów. Na sobie mam swetrową sukienkę z Shein. Chciałam kupić coś takiego, bo lubię nosić sukienki, a dotychczas miałam tylko letnie. Ponadto pasują do moich ulubionych butów z Czasnabuty. Niestety sukienka musiała zostać skrócona, bo była do kolan i wyglądałam w niej jak w worku. Poza tym założone mam czarne, grube rajstopy - obowiązkowa część garderoby na zimę, kochany zegarek z Cluse oraz skórzaną torebkę z Lorenz Accessories. Moja mama wyhaczyła mi ją w secondhandzie.












sukienka - Shein | torebka - Lorenz Accessories (sh) | zegarek - Cluse buty - Czasnabuty